Test Wagner WallPerfect FLEXiO 585, czyli jak pokochałem malowanie… wałkiem

Nic nie irytuje mnie bardziej, niż malowanie ścian. Jest nudne i denerwujące. Więc kiedy okazało się, że czeka mnie pomalowanie około 200 metrów kwadratowych ścian, postanowiłem wypróbować agregat malarski. I to była jedna z gorszych decyzji, jaką podjąłem…

Kilka lat temu skusiłem się na jeden z modeli małych agregatów Wagnera. Byłem nim oczarowany, bo z rzadkimi farbami radził sobie doskonale i faktycznie przyspieszał pracę. Kiedy więc nadarzyła się okazja wypróbowania nowości Wagnera, nie zastanawiałem się długo i wybrałem się na pokaz, jaki zorganizował poznański market Bricoman.

20150603_181404
Jeśli coś ma w nazwie „Flex” to powinno być genialne. Niestety, nie jest.

Pierwsze rozczarowanie przyszło bardzo szybko – pokaz się odbył, agregaty były, ale w praktyce można było sprawdzić jedynie jeden z największych sprzętów do malowania i nakładania gładzi. I to faktycznie działało świetnie. Ale po pierwsze w domowym warsztacie zupełnie niepotrzebne, a po drugie kosztuje tyle, ile wynosi średnia wartość dobrze wyposażonego warsztatu majsterkowicza. Małe agregaty, owszem, były, ale tylko do „pomacania”. A pokaz sprzętu, podczas którego można go jedynie pomacać, to jak seks przez spodnie.

Po szkoleniu kupiłem sobie tytułowy model i od tego czasu zacząłem wkurzać się jeszcze bardziej. Nie na wydaną kasę, bo zawsze można odsprzedać narzędzie, ale na to, że dałem się uwieść marketingowym sloganom.

20150603_181422
Model 585 ma regulację mocy turbiny.

Pistolet jest przeznaczony do malowania ścian i fasad. Inżynierowie tak zaprojektowali dyszę, aby było może nanosić gęste farby bez konieczności rozcieńczania. Przyspiesza pracę nawet o 85% i jest ogólnie tak wspaniały, jak Dubaj o świcie. Tyle przynajmniej wynikało z materiałów reklamowych. A jak jest w rzeczywistości?

Owszem, pistolet przyspiesza pracę, ale przyspiesza także drastycznie zużycie farby. Po pomalowaniu ściany jednego pokoju (jakieś 12m2) z 10 litrowego wiadra zniknęła ponad połowa farby. Zbyt krótki kabel sieciowy powodował, że malowanie pod sufitem związane było z rozwijaniem przedłużacza, który wisiał w powietrzu. Samo „czyste malowanie” to też spore nadużycie. Jeśli wydaje się Wam, że po malowaniu Wagnerem, zwiniecie sprzęt i rozłożycie na podłodze drugie śniadanie, bo przecież jest czysto, przygotujcie się na wyciąganie spomiędzy zębów nie tylko śmieci, ale także na zdrapywanie z nich zaschniętej farby. Agregat brudzi jak wściekły żubroń. O ile zabrudzenia z wałka, bądź pędzla to zazwyczaj plamy w kilku miejscach, o tyle Wagner zostawia po sobie napyloną na sporej powierzchni mgiełkę. Nie myślcie sobie zatem, że malowanie Wagnerem uchroni Was przed oklejaniem listew przypodłogowych, albo przykrywaniem samej posadzki. Prace przygotowawcze będą wyglądały praktycznie tak samo, jak przy malowaniu tradycyjnymi metodami.

20150603_181449
Dysza jest skonstruowana w taki sposób, że możecie malować tym sprzętem elewacje. Posiada trzy ustawienia: malowanie w poziomie, w pionie i punktowe.

Największą wadą pistoletu jest ogromne zużycie farby. Pochłania ją z taką prędkością, że student w budce z kebabami może się od niego wiele nauczyć. Jeśli zechcecie (tak jak ja), przemalować ścianę na biało, a będzie ona aktualnie w innym kolorze, zróbcie sobie większy zapas farby. Bo to, co pokrywa dobrej jakości emulsja przy aplikacji wałkiem, jest dla Wagnera nieosiągalne. Teraz już wiem, dlaczego na większości pokazów prezenter maluje arkusz białego papieru kolorową farbą – bo to się udaje i wygląda ok. Jeśli poprosicie, żeby pomalował białą farbą kolor, obleje się z pewnością rumieńcem.

20150603_181436
Pokrętłem przy włączniku można regulować ilość farby.

Agregat miał w komplecie jeszcze jedną dyszę – do rzadkich farb, bejc i lakierów. Tej, niestety, nie wypróbowałem. Wyczyściłem pistolet i sprzedałem jak używany. Nie chciałem mieć z nim nic wspólnego. A malowanie mieszkania dokończyłem wałkiem. I to był bardzo pożytecznie spędzony czas.

Czy agregat ma jakieś zalety? Oczywiście. Jest solidnie wykonany, w walizce znajdziecie sporo dodatkowego wyposażenia. Fajny jest też dodatek w postaci dodatkowej głowicy. Łatwo się go czyści, równie łatwo zmienić kolor, chociaż czas potrzebny na dokładne umycie agregatu jest niemal taki sam (jeśli nie dłuższy), jak umycie wałka. Kosztuje około 580 – 650 złotych. Ale to pieniądze wyrzucone w błoto, chyba, że jesteście pracownikami Czerwonego Krzyża i lubicie odsprzedawać sprzęt poniżej ceny zakupu.

Parametry agregatu:

flexio
Informacja pochodzi z materiałów promocyjnych producenta: http://www.wagner-polska.com.pl/majsterkowanie.pdf

Ocena Pana Fleksa:

dupa