Jak naprawić kosiarkę?

Jak naprawić kosiarkę? To pytanie najczęściej zadają sobie serwisanci. Ty będziesz musiał tylko wtedy, gdy przyjdzie ci do głowy koszenie betonowych krawężników…

Szczepki, pikowania i rdza gruszy, czyli jak zostałem działkowcem

Ten rok upływa mi pod hasłem „ogród” . Oprócz typowo ogrodowych umiejętności, czyli kopania, przesadzania, plewienia, pikowania i miliona innych, musiałem wyposażyć się w sporo ogrodowego sprzętu. Pierwszym, poważnym, była kosiarka. Burza mózgów na moim fejsbuku zakończyła się kupnem pięknej, błyszczącej kosiarki Al-Ko Comfort 40E. Postanowiłem wybrać nieco droższy model, w myśl zasady: „dopłać, jeśli chcesz mieć święty spokój”. No i miałem. Całe 3 miesiące…

Houston?! Mamy problem!

Al-Ko dzielnie radziło sobie z kawałkiem ziemi, który uparcie próbuje udawać trawnik. Do czasu, gdy postanowiłem, całkiem nieświadomie, wykosić betonowy krawężnik. Po tej, jakże odważnej, próbie silnik przestał startować – po wciśnięciu włącznika zaczynał buczeć, a kilka prób sprawiło, że dość mocno zaczął się grzać. Ale nie miałem wtedy pojęcia, że moje problemy dopiero się zaczynają…

Łoooo, Panie! Kto Panu to tak spi…..lił?

Wizyta w serwisie była rodzajem takiego soczystego liścia. Wstępna diagnoza to usterka silnika. To jeszcze nic wielkiego, bo silnik ma prawo się popsuć. Problem polegał na tym, że Comfort 40E jest wyposażona w silnik indukcyjny. Oprócz niewątpliwych zalet, jak chociażby brak szczotek, całkowita bezobsługowość i 5-cio letnia gwarancja, ma jedną wadę. Nowy silnik kosztuje… około 500 złotych. Nie można też kupić do niego części, bo występuje jedynie jako kompletny silnik. Przy cenie kosiarki, wynoszącej około 600 zaczyna się robić niewesoło.

O tym, jak termin naprawy ratuje kilka stówek

Tak naprawdę, przed wydaniem kilkuset złotych w sposób równie głupi, co dzięki wyprzedzaniu na pasach tuż obok radiowozu, tyłek uratowały mi długie terminy w serwisie kosiarek. Skoro i tak miałem zapłacić za swoją niefrasobliwość, a do tego czekać kilka tygodni na werdykt, postanowiłem, że zabiorę kosiarkę do domu i spróbuję sam ją naprawić. Sezon na koszenie trawników wprawdzie się już kończy, ale miałem w planach zrobić to jeszcze raz.

Dlaczego kosiarka nie działa?

Budowa kosiarki nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Jeśli jest to model elektryczny, to zazwyczaj oprócz silnika ma jeszcze kondensator rozruchowy. Ten element wspomaga start silnika, dzięki tzw. przesunięciu fazy. Spragnieni szczegółów znajdą je bez problemu w internecie – nam wystarczy wiedzieć, że uszkodzony kondensator może powodować podobne objawy: silnik nie wystartuje, może też np. buczeć. Na wszelki wypadek kupiłem nowy kondensator – pomyślałem, że być może uderzenie noża o twardy element spowodowało jego spalenie. Wprawdzie nie wyglądał na uszkodzony z zewnątrz, ale koszt nowej części to około 20 złotych. Trzeba tylko zwrócić uwagę na pojemność oryginalnego. To dość istotne, bo tę pojemność oblicza się do mocy konkretnego silnika, a jej tolerancja to raptem około 10%.

Usterko, mam cię!

Po zdjęciu obudowy, rozpięciu kostek od przewodu sieciowego i kondensatora, wymontowałem silnik. Jest on przykręcony poprzez plastikową obudowę czterema śrubami. Serwisant, który przyjmował moją kosiarkę, zasugerował, że uszkodzeniu mógł ulec wirnik – od uderzenia mógł się zgiąć, stracić osiowość, stąd problem ze startem. Faktycznie, na wałku wirnika czuć było w pewnym miejscu lekki opór. Zdemontowałem więc koszyk, w którym umieszczone było łożysko – to rodzaj lekkiego odlewu. Sprawdziłem je – przy takim przebiegu nie miało prawa się zapiec, ale na wszelki wypadek kilka razy nim zakręciłem. Działało bez zarzutu. I wtedy mnie olśniło!

 

Jak projektuje się kosiarki, czyli słabe ogniwa

Znacie z pewnością pojęcie kontrolowanych stref zgniotu. Są to elementy pojazdu, których zadaniem jest przejąć siłę uderzenia i ją rozproszyć. Ulegają uszkodzeniu, ale są stosunkowo niedrogie i łatwo demontowalne. Biorą na siebie cały impet, a dzięki temu, pasażerowie mają większe szanse na przeżycie. Podobna „strefa zgniotu” jest w silniku kosiarki.

 

Aluminiowy koszyk, w który osadzone jest łożysko, jest mocowany do podstawy z tworzywa sztucznego. Jest twardszy od plastiku, ale jednocześnie bardziej miękki, niż utwardzony cieplnie wał silnika. Energię uderzenia w pierwszej kolejności przejmuje więc nóż (a w tym modelu ma kilka mm grubości), następnie silnik. Ale zanim dojdzie ona do wałka, jest skutecznie rozproszona przez parę elementów po drodze. I to właśnie zadziało się w mojej kosiarce – impet uderzenia skoncentrował się na koszu łożyska. Siła lekko go skosiła, więc silnik w takim stanie nie mógł wystartować, ale jednocześnie w tym miejscu była już na tyle mała, że nie wygięła wałka.

 

Naprawa polegała na zdemontowaniu całego koszyka stojana, ponownym, delikatnym nabiciu go na łożysko (robimy to np. przez nasadkę w odpowiednim rozmiarze) i złożeniu wszystkiego w całość. Uczucie, kiedy składasz wszystko do kupy, to coś zaczyna działać można porównać do imprezy z kumplami. Kiedy wydaje ci się, że wypiliście wszystko, włącznie z nawozem do storczyka, Żabkę zamknęli dwie godziny temu, nie jest to ani czas na spanie, ani na oglądanie filmów, nagle wpada jeszcze jeden kumpel ze zgrzewką piwa. Jednym słowem – jesteś uratowany. I nic za to nie płacisz.