Mój youngtimer, czyli kup sobie stare auto

6lAunj0
Zdjęcie pochodzi z: http://www.movieforums.com/reviews/893618-lost-in-translation.html

Jeśli facet kupuje sobie Porsche, to musi to być kryzys wieku średniego. A co,  jeśli kupuje ponad 20-letnie auto, po to, żeby jeździć nim na co dzień?

Lubię samochody. Lubię nimi jeździć, spędzać w nich czas i czasami przy nich pogrzebać. Nie mam wprawdzie garażu na dwa auta z zawieszonym nad bramą koszem do gry w piłkę, pick-upa na podjeździe, ale mam taki trochę amerykański stosunek do samochodów – kilkudziesięcioletnie auto jest po to, żeby cieszyło oko, nawet, jeśli zeżarła sie korozja.  Swego czasu spędzałem w nich po kilkanaście godzin dziennie, a mój licznik przybierał w ciągu roku na wadze dobre 50 000 kilometrów. Teraz mam czas na to, żeby w końcu cieszyć się autem. Starym autem. Japońskim. Pobrudzić się smarem, przeklinać stare przewody hamulcowe i jeździć rowerem na stację benzynową, gdy okazuje się, że jest godzina 23, a w garażu nie m ani kropli płynu hamulcowego. Oprócz tego, który właśnie wsiąka w posadzkę. I tego właśnie będzie dotyczył nowy, kilkumiesięczny cykl na blogu.

WP_20150222_001
Znam wielu maniaków, którzy kupują leciwe auta. Często po to, żeby dokonać na nich morderstwa w postaci wiejskiego tuningu, albo w miarę tanio jeździć na uczelnię. W moim przypadku było tak, że jesienią odstawiliśmy – z nieukrywaną satysfakcją – nasz skuter do garażu, a Pani Fleksowa zamieniła dwa chińskie kółka, na cztery niemieckie. Z całą bezwzględnością zabrała kluczyki i dokumenty od rodzinnego wozu i najnormalniej w świecie zaczęła codziennie dojeżdżać nim do pracy. Ja zaś zostałem z perspektywą dojazdu do warsztatu z całym majdanem tramwajem. Postanowiłem czegoś poszukać. Takiego niedrogiego, czegoś, co przetrwa zimę i nie będzie wymagało szalonych inwestycji. Zbiegło się to w czasie z wymianą auta u naszych dobrych znajomych. Nie zastanawiałem się długo i już wkrótce miałem pod domem złotą Mazdę 323 – z niecałymi 180-cioma tysiącami na liczniku, benzynowym silnikiem na wtrysku, sporym bagażnikiem, pełnym bakiem i nowym akumulatorem. Oraz ubezpieczeniem wykupionych jeszcze niemal na rok.

WP_20150301_010
To jest auto z gatunku tych, które wzbudzają podziw w kobietach. Pod warunkiem, że kobieta zalicza się do grupy 60+, a w pamięci ma jeszcze wspomnienia, jak jeździła nim z mężem na działkę. Jedyną rzeczą, jaką chroni kierowcę przed wypadkiem jest św. Krzysztof przyklejony Poxyliną do deski rozdzielczej. Ale… takie auto odpala od „pierwszego strzała” nawet, gdy miniony tydzień stało pod chmurką przy -20 stopniach. Wszystko działa w nim bez zarzutu, a niewielki motor o pojemności 1,3 bardzo chętnie dzieli się z kierowcą każdym z 73 KM. Bo waży nieco ponad 950 kilogramów, co sprawia, że stosunek mocy do wagi jest tylko trochę gorszy, niż w moim Fordzie z dwulitrową benzyną pod maską.

WP_20150301_026

Przejeździłem moją mazdą całą zimę. Nie miała ochoty się popsuć. Stwierdziłem więc, że dam jej nowe życie. Wydam znacznie więcej, niż jest warta na nowe części. Usunę drobne usterki elektryki, wymienię hamulce i zawieszenie. I zostawię ją dla Fleksówny, która za jakieś 10 lat zrobi prawo jazdy. To właśnie moim przygodom z Mazdą poświęcam najbliższe kilka miesięcy na blogu. Mój projekt renowacji będzie wspierała marka YATO. Przy okazji tworzenia tutoriali, postaram się pokazać Wam, co powinno znaleźć się w skrzynce domowego mechanika. Mam nadzieję, że Wy także nie możecie się już doczekać. I biegniecie do kompa, odpalacie otomoto i szukacie starej fury. Będę Wam w tym kibicował 😉

WP_20150301_011