Wiha speedE, czyli wkrętak wymyślony na nowo

Co łączy startupy i producentów narzędzi? Chcą być nowatorscy i chcą zmieniać świat – ułatwiać, ulepszać, poprawiać. Ale to trudne. Nie wszystkim się ta sztuka udaje. 

W ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami przynajmniej kilku narzędziowych rewolucji – tych mniej i bardziej spektakularnych. Jedną z nich była nowa technologia zasilania elektronarzędzi, czyli akumulatory Li-Ion. Odchudziła narzędzia, pozwoliła odciążyć akumulator, aby wzmocnić inne części narzędzi. Druga rewolucja – silniki bezszczotkowe. Podobnie jak w przypadku zasilania – teoretycznie drobna zmiana, a sprawiła, że narzędzia są mniejsze, lżejszej i bardziej wydajne. I wtem pojawia się Wiha – niemiecki producent osprzętu i pokazuje światu elektryczny wkrętak Wiha speed-E. Zapraszam wszystkich na kolana, inaczej nie wypada…

Czy można zaprojektować wkrętak na nowo?

Kiedyś wydawało mi się, że są na świecie rzeczy niemożliwe do zrealizowania: czyste pociągi PKP, brak korków w mieście. I jeszcze jakaś nowa koncepcja prostych, ręcznych narzędzi. Wyobrażacie sobie, np. młotek, który sam wbija gwoździe, a jednocześniej jest wielkości i kształtu klasycznego młotka? A może wkrętark, śrubokręt, (albo jak uroczo nawywał je mój kolega ze szkoły średniej – śrubtak), tyle, że wspomagany silnikiem? Wyobraziła go sobie Wiha. I tak właśnie narodził się wkrętrak speedE. Powiecie – „eeeeee, panie, są przecież bosze IXO, a w castoramie to można kupić za 5 dyszek małą wkrętarkę – taką do komputerów i gniazdek”. Niby tak. Ale nie do końca.

Co fajnego jest we wkrętakach?

Mają jedną przewagę na urządzeniami na prąd. No dobra, może kilka. Po pierwsze – są tanie. Po drugie – mogą mieć końcówkę pod każde dostępne we wkrętach i śrubach gniazdo. To operator decyduje, jak mocno dokręcają śrubę – to po trzecie. Mogą być izolowane i certyfikowane do pracy z wysokimi napięciami. No i wszystko fajnie. Ale mają też wadę – spróbuj używać zwykłego śrubokręta w pracy, przez 5 dni w tygodniu, przez kilka godzin dziennie, przez kilka miesięcy w roku. Jak nazywają się poszczególne mięśnie dłoni i jakie są najbardziej bolesne schorzenia stawów? Pewnie będziesz miał to w jednym – nomen omen – palcu.

Co jest nie tak z wkrętarkami?

Są popularne jak konta modelek na Instagramie. Niekiedy kapryśne jak one. Są tanie i jest ich tak wiele, że jest w czym wybierać – wkrętarki akumulatorowe. Są doskonałe, prawda? No właśnie nie do końca.
Z tym problemem zetknął się niemal każdy, kto kiedykolwiek naprawiał sprzęt RTV – np. jakąś wieżę, albo toster. W zależności od kształtu obudowy, mocujące ją wkręty mogą być ukryte bardzo głęboko – tak bardzo, że trzeba mieć pod ręką przedłużane wkrętaki. Klasyczne bity są krótkie, a przez to pękate. Podczas pracy działają na nie spore siły, więc ta grubość jest gwarancją, że bit się nam nie ukręci. Są oczywiście przedłużane bity, ale ich rozmair przekracza 6 mm, więc nie zmieszczą się do każdego otworu. Specyficzną branża, dla której stworzono speedE’a jest branża monterska. Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę, która zajmuje się istalacjami elektrycznymi – projektuje je i wykonuje. Stawia rozdzielnie, w których ma do obsłużenia kilkaset punktów. Dziennie. Wkrętak? Odpada – tak samo jak ręcę po całym dniu pracy. Wkrętarka? Spróbuj. Nie polecam.

 

Wiha speedE – jak się robi rewolucję?

Koncepcja tego narzędzia jest banalna – konstrukcja, której wielkość nie odbiega znacząco od klasycznych wkrętaków. Ale dodatkowo rodzaj elektrycznego wspomagania – coś jak elektryczny silnik w rowerze cargo. „Phi! – pomyślisz – ludzie żyli bez tego! Racja. Podobnie, jak kiedyś listy wysyłali dyliżansem, a w wieku 30 lat umierali na zapalenie ucha. Obsługa? Tutaj też musi być intuicyjnie – możesz użyć go jako klasycznego wkrętaka, albo przesuwając pierścień tuż pod uchwytem, uruchomić napęd elektryczny. „Phi! – od wkręcania śrub jeszcze nikt nie umarł!” – pewnie masz rację. Ale poszukaj w sieci informacji o schorzeniach stawów.

 

Dostępnych w sprzedaży zestawów jest kilka. Różnią się dodatkami, jak chociażby akumulatorami, albo zestwem bitów. Bo speedE działa jak wkrętak z wymienymi końcówkami. Tyle, że cienkimi –  to tzw. slimBit. Dodatkowo bity są izolowane i dopuszczone do pracy z napięciem do 1000V AC. Wygląda fajnie, prawda? Zestaw sprzedawany jest w systemowej skrzynce – to miniaturowy L-BOXX, który pewnie znacie. W tym, który przyjechał do testów znalazłem ładowarkę, dwa akumulatory, organicznik momentu obrotowego i zestaw slimBitów.

wiha speedE

W drugiej części przetestuję wkrętak i opowiem, czy znalazłem na niego jakieś haki 😉