Twoje najważniejsze narzędzie – wiertarko-wkrętarka.

IMGP7995 kopia
Możesz mieć warsztat w zawilgoconej suterenie. Możesz mówić na milimetr „minimetr”. I możesz pasjami oglądać seriale dla dziewczyn. Ale jeśli nie masz w warsztacie porządnej wkrętarki, jesteś niczym miedź brzęcząca. I cymbał brzmiący.

Trudno wyobrazić sobie najskromniejszą nawet skrzynkę narzędziową majsterkowicza bez wiertarko-wkrętarki. To narzędzie tak uniwersalne jak, nie przyrównując, widelec. Oczywiście, możesz jeść używając rąk, podobnie jak robią sąsiedzi z Afganistanu. Możesz także wmawiać sobie, że lepszy jest wkrętak, ale natury nie oszukasz. Wkrętarka musi być i koniec. Pisałem już kilka razy o tym, czym kierować się przy wyborze tego narzędzia. Na blogu znajdziecie także sporo testów różnych modeli. Dzisiaj jednak przyszedł czas na krótkie podsumowanie mojej niemal dwuletniej przygody z wdzięcznym maluchem od Metabo – PowerMaxxem.

Moja przygoda z narzędziami tej marki rozpoczęła się gdzieś około 2008 roku kiedy, kiedy to pierwszy raz w życiu, przez dobre pół roku, udawałem przed całą rodziną, że jedzenie chleba ze smalcem to nowy trend. Tylko po to, żeby odłożyć pieniądze na wkrętarkę.

SONY DSC

Miałem już pewne doświadczenia z różnymi producentami. Zaczynałem od prostego modelu z Tesco (nie pamiętam nawet jak się nazywał), pracował u mnie także któryś z Boschowych PSRów. Jednak to właśnie w tamtych czasach na rynku miała miejsce mała rewolucja, która polegała na wprowadzeniu do powszechnego użytku akumulatorów w technologii Li-Ion. Po długich miesiącach ze smalcem i podwyższonym cholesterolem, a także małej wymianie w sklepie mojej teściowej świątecznych bonów Sodexo na gotówkę, w końcu uzbierałem zawrotne wówczas 960 złotych i wybrałem się na polowanie. Po półgodzinnej naradzie z panem Piwoszem, poznańskim dilerem Metabo z Hetmańskiej, zdecydowałem się na model BS 18 Li z dużymi akumulatorami (2,6Ah). To był dla mnie prawdziwy przeskok. Prawie jak z malucha na Audi A8. Solidna, mocna, wydajna. Zalety mogłem mnożyć na głos nawet w trakcie niedzielnego nabożeństwa. Moją BSkę bez trudu odnajdziecie na archiwalnych zdjęciach na blogu.

Kilka lat później Metabo wprowadziło kompaktową linię wkrętarek – PowerMaxx. Kupiłem zestaw z zakrętakiem udarowym, którego test publikowałem kilka tygodni temu.

IMGP7898

Już wtedy Metabo zaczęło eksperymentować z protoplastą dzisiejszych uchwytów typu quick. Wrzeciono miało wycięte gniazdo HEX, a sam uchwyt można było odkręcić i zastąpić go prostą przystawką kątową.

IMGP7892

Wkrętarka miała kilka wad, z których najbardziej uciążliwą dla takiego estety, jak ja, była bardzo podatna na wycieranie obudowa – szczególnie pokrętło sprzęgła. Wszystkie te wady rekompensowało jednak zasilanie PowerMaxxa – nowoczesne ogniwa Li-Ion i równie sprawna elektronika. Te akumulatory przez cały okres użytkowania nie miały ochoty się zestarzeć!

IMGP0461

Kiedy zatem na rynku pojawił się następca mojego PowerMaxxa, ponownie wdrożyłem dietę smalcową i cierpliwie czekałem, aż skarbonka świnka zapełni się po brzegi. W stosunku do poprzednich modeli sporo uległo zmianie. Pojawiły się większe gabarytowo akumulatory, wskaźnik akumulatora w obudowie narzędzia i hak do paska. Pojemność akku wzrosła do 3Ah, a potem do 4Ah oraz 5,2Ah, przy zasilaniu 10,8V. To były prawdziwe petardy. Dopracowano także uchwyt Quick i przekonstruowano przystawki.

Kątowa jest teraz znacznie masywniejsza. Z rzeczy, których nie było w fabrycznym zestawie dokupiłem końcówkę do bitów, która bardzo ułatwia pracę. Tutaj ciekawostka: kosztuje ponad 100 złotych, ale pasuje także do maszyn 18-to voltowych. Dzięki niej możesz w jednym uchwycie zamocować wiertło, a w drugim bit i zamieniać je dosłownie w 5 sekund.

IMGP7893

Wkrętarka ma moment obrotowy na poziomie 34 Nm, a prędkość wrzecion to 360 i 1400 obrotów na minutę (odpowiednio dla I i II biegu). Waży około kilograma i może naprawdę sporo, włącznie z wkręcaniem konfirmantów.

IMGP7890 IMGP7891

Co lubię w moim PowerMaxxie?

Akumulatory: Wspomniałem już o bateriach. Kiedyś, chcąc pomajsterkować w sobotnie popołudnie, już w piątek wieczorem musiałem pamiętać, żeby podłączyć akumulator Ni-Cd do ładowarki. Tutaj nawet dłuższa drzemka w walizce nie powoduje utraty ładunku w akumulatorze. Wkrętarka nadal pracuje żwawo i wydajnie. Z pomocą dwóch akumulatorów ułożyliśmy któregoś roku z Panem Fleksem Seniorem dach na działkowej altance. I naprawdę nie stresowałem się tym, że na działce nie ma prądu. Bardziej brakowało mi porządnej literatury w toalecie. 4,0 Ah to jest naprawdę dużo. Spróbuj zatankować do pełna auto i wybierz się na wycieczkę z Poznania do Zbąszynka. A potem wróć. Poczujesz to samo, co ja po całym dniu pracy.

Waga, gabaryty: to jest naprawdę kapitalna sprawa, że narzędzie, które waży nieco ponad kilogram potrafi tak wiele. To trochę jak karzeł w cyrku, który przenosi na plecach małe słoniątka.

Gwarancja: przyznam szczerze – skorzystałem raz, przy pierwszej BS 18 Li, gdzie uszkodzeniu uległ uchwyt. Nikt nie wnikał co z nim zrobiłem. Serwis wymienił go i tyle. A było to naprawdę na długo przed tym, jak na biurku Pana Prezesa stanęło moje zdjęcie z podpisem: Prezesowi – Fleks. Na wieczną pamiątkę.

Ja wiem, że wkrętarka może wydawać się droga, ale… podstawowa wersja Basic kosztuje u dilera około 450 złotych brutto. W zestawie dostaniesz dwa akumulatory i gwarancję na 3 lata. Także na akumulator. Za inną markę zapłacisz, powiedzmy, 390 – 410 złotych. Zakładając, że akumulator wytrzyma 2 i pół roku, a potem się popsuje, będziesz musiał zapłacić za niego sam. Różnica znika momentalnie. Wersja, którą mam PowerMaxx Pro kosztuje około 630 pln brutto. W zestawie znajdziesz przystawkę kątową i duży akumulator. Przystawka kątowa Wolfcrafta kosztuje około stówy. A jest uniwersalna. Akumulator 4,0 Ah umożliwi Ci wykoszenie połowy łąki. O ile oczywiście zamocujesz w uchwycie jakąś zmyślą żyłkę. Wersja z Quickiem to tak naprawdę dwukrotne rozszerzenie możliwości narzędzia. Możesz używać go zamiast wiertarki i wkrętarki, a akcesoria zmieniać w kilka sekund.