Targi Budma 2018 – nowości, premiery

Mieszkanie w Poznaniu ma swoje plusy. Smog momentami jak w Pekinie, ale za to sporo imprez targowych. Chociażby Budma 2018.

Swego czasu odwiedzałem bardzo regularnie poznańskie imprezy organizowane przez MTP. Kiedy jednak kilka lat temu miałem wrażenie, że w większości pawilonów kręcą jakiś thriller postapo, a jednym z głównych bohaterów jest Kobieta z Kartuszem Silikonu, uznałem, że dla mnie targi się kończą. Odwiedziny tegorocznej Budmy odbyły się po kilkuletniej przerwie, więc oczekiwania miałem spore. Interesowały mnie głównie nowości narzędziowe i tutaj się nie zawiodłem. Oprócz narzędzi, zebranych tak naprawdę w jednym pawilonie (8-8A), wśród wystawców można było zobaczyć  producentów materiałów wykończeniowych. Swoje stoisko miał, np. Marchewka, czyli producent ekskluzywnych schodów, podłóg i wnętrz. Warto zerknąć chociażby na stronę www, bo rzeczy robią piękne.

Imprezy cykliczne, panele, prezentacje

Oprócz wystawców i ich nowości odbywało się kilka cyklicznych imprez, jak chociażby Mistrzostwa Polski Młodych Parkieciarzy (tak, tak, wiem, brzmi śmiesznie), sporo konferencji i paneli dyskusyjnych.

Z ciekawszych wydarzeń, które udowadniają, że Budma to nie tylko sprzedanie cegieł i udowadnianie, że styropian w ciapki jest lepszy, niż ten bez, odbyło się ciekawe spotkanie ze specjalistami z agencji marketingowej: „Budowa marki i planowanie komunikacji marketingowej w branży budowlanej„.

Narzędzia – producenci i stoiska

Głównym obiektem moich zainteresowań był wspomniany pawilon z narzędziami. Tradycyjnie, praktycznie jak co roku pojawił się Dewalt, Stanley Black&Decker, Festool. Oprócz tego można było odwiedzić stoisko Hitachi. Z rzeczy przydatnych majsterkowiczom i budowlańcom – swoje produkty prezentowali, m.in. Pro, Patrol Group czy Północna Grupa Narzędziowa ze swoją marką własną Best. Warto było także zajrzeć do producentów odzieży i obuwia BHP, a także producentów narzędzi malarskich.

Dewalt – bezszczotkowce, system 54V i ToolConnect

U DeWalta zawsze jest dużo i fajnie. Spora ekipa, dzięki której można faktycznie dowiedzieć się czegoś o narzędziach. W tym roku Dewalt zaprezentował kilka narzędzi z serii 54V (m.in. pilarkę, którą znacie z pewnością z kanałów amerykańskich stolarzy i hobbystów), młotki, wkrętarki, szlifierki i całą masę innego sprzętu. Można było zobaczyć frezarkę z dodatkowymi uchwytami, która może pracować jako frezarka wgłębna, ale także jako trymer do obrabiania krawędzi – model D26203.   Był także maluch do wycinania otworów w płytach G-K, DCS551N.

Ciekawostką były narzędzia z systemem Tool Connect. Mam jednak co do niego mieszanie użycie. TC to tak naprawdę dodatkowe moduły bluetooth. Jeden znajduje się w maszynie, drugi w akumulatorze. Użytkownik ma aplikację, z poziomu której można zarządzać narzędziami. No właśnie… zarządzać, czyli… sprawdzić poziom naładowania akumulatora, zablokować akumulator, a także dostać info, że jest poza zasięgiem. W materiałach reklamowych producent tak opisuje zalety Tool Connecta: „Szybko i łatwo sprawdza stan narzędzi oszczędzając Twój cenny czas„. Czyli Pan Brygadzista, spec od utrzymania ruchu nie musi wychodzić z kanciapy, żeby dowiedzieć się, że jeden z akumulatorów padł. Samo zastosowanie technologii BT w narzędziach wydaje się być fajne. Np. Makita wykorzystuje je do sterowania z poziomu narzędzi akumulatorowych np. odkurzaczem, albo odciągiem. Tutaj zastosowanie wydaje mi się mocno ograniczone.

Hitachi – brak szczotek, hipertwarde młoty i… szlifierki Metabo.

Przedstawiciele narzędzi z Kraju Kwitnącej Wiśni także mieli sporo powodów do dumy. Na stoisku widoczne były tak naprawdę dwa, ogólnonarzędziowe trendy: zwiększanie pojemności akumulatorów, aby dostosować ich wydajność do narzędzi sieciowych, a także stosowane na szeroką skalę silniki bezszczotkowe. Pojawiły się więc bezszczotkowe, ultrakrótkie wkrętarki DS18DBSL WP oraz udarowa WH18DBDL2 WP młotki do zadań specjalnych, a także niektóre narzędzia znane dotychczas z oferty Metabo (np. szlifierka z regulowanym poziomem mimośrodowości SV15YC WB. Od listopada 2015 roku Hitachi Koki jest właścicielem Metabo, więc takie działania nie zaskakują. Jednak mimo wszystko, zdecydowanie najbardziej przydały mi du gustu… radia budowlane. Jedno z nich wyglądało jak prawdziwy, zawodowy telewizor, więc myślę sobie, że bycie budowlańcem nie jest aż takie złe.

Milescraft – narzędzia dla spryciarzy

Jak to piszą w internetach, śródtytuł jest dla zwrócenia uwagi. Bo Milescraft nie tyle jest dla spryciarzy, co sam jest sprytny. Z tą marką zetknąłem się już jakiś czas temu, bo wpadły mi w oko specjalne podkładki do lakierowania i szlifowania elementów. Miałem kupić, ale przepadła mi gdzieś aukcja, a później miałem na liście zakupów inne pozycje i Milescraft zszedł na dalszy plan. Minęło kilka miesięcy, wchodzę do jednego z pawilonów, patrzę – jest. Mówię – podejdę. No i podszedłem!

Milescraft to amerykańska marka narzędzi i różnych JIGów. W ofercie znajdziecie przystawki do wiercenia, pomiarów, grzebienie dociskowe do pił, popychacze do cięcia i strugania i wiele innych. Pierwszy raz miałem te narzędzia w rękach właśnie na targach i muszę przyznać, że robią bardzo dobre wrażenie. Już odświeżam sobie listę obserwowanych na allegro i może tym razem nie zgubię linka.

Patrol Group – nowe wcielenie skrzynek Qbrick System

Na targach Budma 2018 pojawił się też producent skrzynek Qbrick System – tych, o których na blogu w ostatnim czasie pisałem sporo. Pomimo, że same skrzynki są na rynku stosunkowo krótko, to producent wprowadził już (bądź jest w trakcie) nowe rozwiązania. Na stoisku był też obecny Kuba z Extremepro, który zabrał ze sobą swoje autorskie rozwiązania zastosowane w skrzynkach.

Wspomniane nowości to np. skrzynka 450-tka z kółkami i uchwytem – jest to rzecz, której brakowało mi w Qbricku, który dostałem do testów (miałem wersję z platformą na kółkach). Oprócz tego w skrzynkach pojawiły się szyny, które wraz z klasycznymi ściskami „f” mogą posłużyć do mocowania przedmiotów.

Stanley Black&Decker – Wuj i jego narzędzia

Co by nie mówić, Wuj ma rozmach. Nie było wprawdzie steków, osiemnastokołowych ciężarówek i pepsi w litrowych kubeczkach, czyli nie było tego wszystkiego, co kojarzymy z Ameryką, ale były narzędzia. I to chyba stanowisko Wuja Stanleya zrobiło na mnie największe wrażenie, spośród tego, co widziałem na Targach Budma 2018. I pomimo, że opisuję je na końcu – takie uroki alfabetycznego układania śródtytułów. Stanley, czyli należąca do tej samej grupy co Black&Decker, Dewalt i Stanley Fatmax, to marka elektronarzędzi dedykowana do pracy na budowie. Stąd większość narzędzi to raczej mocne i duże wkrętarki, młoty i piły. Ale, żeby nie doszło do zbytniego kanibalizowania DeWalta, Stanley bardzo mocno rozwinął działkę pomiarową, czego brakowało u siostrzeńców i siostrzenic z koncernu. Była więc nowa wersja lasera Cubix, z przekonstruowanym u poprawionym mocowaniem, a także w dwóch wersjach: z zielonym i czerwonym laserem. Było też kilka dużych laserów 360 stopni, ale były także takie absolutne cuda, jak miniaturowy, w pełni funkcjonalny laserowy miernik odległości – zasięg do 9m, przy którym pudełko zapałek wydaje się gigantem. Pojawiły się także nowe multimetry. Można pomyśleć, że wrzucanie do oferty takich rzeczy, jak miernik laserowy, czy multimetr jest szalone, bo przecież są producenci, którzy specjalizują się właśnie w tym. Trzeba jednak Wujowi przyznać, że jak już zdecydował, to przemyślał temat i proponuje albo rozwiązania zwiększające komfort użytkowania (multimetry mają bardzo duży i wyraźny wyświetlacz, a także gumowaną obudowę i haczyki do powieszenia, np. pod maską auta), albo robi rzeczy,m których nie ma nikt inny (mój ulubiony miernik odległości).