Kompresor BASS Polska VFL50 – #narzedziapolatach

Czy chińskie narzędzia zawsze oznaczają kiepską jakość? Czy niedrogi i wydajny kompresor wytrzyma próbę czasu w warsztatowych warunkach?
Oto kolejny test długodystansowy warsztatowego narzędzia. Tym razem kompresor BASS Polska VFL 50 i moja opinia i nim po ponad 3 latach użytkowania

 

Chińskie, niemieckie, czy japońskie?

„Chińskie narzędzia są do niczego„, „Lepiej się zapożyczyć i kupić coś markowego„, „Eeee, panie, taki kompresor to można sobie kupić do pompowania piłek plażowych” – mnie więcej takiej, albo podobnej treści opinie o chińskich narzędziach znajdziesz bez trudu na forach tematycznych i grupach dyskusyjnych. Jest w tych twierdzeniach nieco prawdy, ale kompletując narzędzia do warsztatu pojawia się kilka „ale:

  • Nie zawsze mamy nieograniczony budżet.
  • Na niektóre narzędzia, które oceniamy jako niezbędne, nie mamy zbyt wiele pieniędzy, a nie możemy czekać, aż same się uzbierają.
  • No i w końcu rozpoczynając działalność, lista zakupowa jest tak długa, że musimy dokonywać na niej wielu korekt, aby kupić wszystko, czego potrzeba.

I to właśnie wówczas dopada nas pokusa, żeby kupić coś tańszego. Coś, co pomoże nam zarobić na lepsze narzędzia, albo będzie służyło do sporadycznego używania. Takie właśnie zadanie postawiłem kompresorowi, który przyjechał do mnie wprost z magazynu dystrybutora, BASS Polska, na początku 2014 roku. Na blogu pojawił się test podobnego modelu, wyposażonego w dokładnie ten sam silnik i tę samą sprężarkę. Możecie znaleźć go tutaj: Kompresor do domowego warsztatu – dwucylindrowy olejowiec

Parametry i pierwsze wrażenia

Był to wówczas jedne z najmocniejszych i zarazem najtańszych kompresorów. Sprężarka miała dwa tłoki, silnik o mocy 2,2kW, a wydajność według importera na poziomie 400l/min. Kompresor nie był wprawdzie przykładem spektakularnej dbałości o szczegóły, ale sprawiał wrażenie solidnie wykonanego – kosztował w końcu nieco ponad 1000 złotych brutto, więc nie można było oczekiwać od niego wykonania na poziomie czołówki producentów narzędzi pneumatycznych. Kompresor wyposażono w dwa wyjścia – jedno poprzedzone presostatem, a drugie bezpośrednio ze zbiornika. Powłoka lakiernicza zbiornika i całej reszty robiła dobre wrażenie, podobnie jak tworzywa wykorzystane do osłonięcia silnika i sprężarki. Jednym słowem Bass nie powinien mieć żadnych kompleksów. Sprężarka od samego początku działała bez zarzutu, zbiornik nabijał się bardzo szybko, bez zarzutu działały także szybkozłączki i manometry. Co ważne, kompresor nie przepuszczał powietrza, co po pewnym czasie zdarzało się dość drogiemu, małemu RAWLowi.

Opinia po latach

Do czego służył mi kompresor przez te kilka lat? Zakres prac był typowy – zasilał narzędzia pneumatyczne, służył do malowania, przedmuchiwania i prac przy samochodzie. Przez połowę swego życia stał na stolarni, więc wszechobecny pył i kurz nie miały dla niego litości.



W ciągu tych kilku lat nie wydarzyło się nic, co pozwoliłoby mi pożałować zakupu. Jestem przekonany, że w tamtym czasie nie było alternatywy dla tego modelu. Jedyne, co zawsze nieco mnie w nim irytowało, to hałas podczas pracy sprężaki. W modelu VFL50 silnik napędzał ją bezpośrednio, bez przekładni pasowej, więc poziom hałasu był spory i wynosił ponad 97dB. Przez kilka lat nic się w tym temacie nie zmieniło – hałasował na tym samym poziomie przez cały okres eksploatacji.


Podczas regularnej konserwacji, woda spuszczana ze zbiornika nie wskazywała na korozję wewnątrz – nie był przejrzysta, ale nie zawierała również fragmentów mogących wskazywać, że zbiornik zjada korozja. Podczas całego okresu eksploatacji uszkodzeniu uległ jeden z filtrów powietrza – była to usterka mechaniczna, filtr wyłamał się podczas przetaczania kompresora. Filtr (puszkę i gąbkowy wkład) kupiłem w markecie budowlanym za 12 złotych (pasował od innego modelu).

W ciągu tych 3,5 roku kilka razy wymieniałem olej, co z pewnością miało wpływ na trwałość sprężarki. Stosowałem specyfik dedykowany do sprężarek, sama zaś wymiana była banalnie prosta. Sprowadzała się do rozgrzania oleju, odkręceniu korka spustowego i zalaniu świeżego.

Podsumowanie

Z perspektywy tych kilku lat mogę śmiało powiedzieć, że:

  • nawet chińskie, niedrogie narzędzia mogą doskonale spełnić swoją rolę, a jednocześnie nie zrujnować budżetu,
  • cena zakupu opisywanego kompresora była rewelacyjna w stosunku do jego jakości,
  • przy rozsądnym użytkowaniu (przez co rozumiem, np. powstrzymywanie się od użytkowania maszyny dla majsterkowicza przez kilka godzin dziennie w lakierni) nawet niedrogie narzędzie odwdzięczy się długą i bezproblemową eksploatacją.

Sam kompresor służy zaś nadal w dużym warsztacie stolarskim i nic nie wskazuje na to, że wkrótce wybierze się na emeryturę.

Importerem kompresora jest BASS Polska. Z ciekawości zerknąłem do aktualnej oferty – niestety, tego modelu już tam nie znajdziecie. Jeśli jednak jakość sprężarek w ciągu tych kilku lat pozostała na podobnym poziomie, to myślę, że mając do dyspozycji niewielki budżet, śmiało możecie zainteresować się wspomnianą ofertą. Pamiętajcie też o tym, że kompresor – jak każde narzędzie – wymaga stosowania się do zaleceń producenta. Zarówno jeśli chodzi o systematyczne czynności serwisowe, jak wymiana oleju, jak i maksymalne obciążenia.

#narzedziapolatach to cykl artykułów, w których wracam do maszyn i narzędzi, a następnie oceniam je ponownie z perspektywy minimum roku użytkowania. Żadne z nich nie ma zamontowanych liczników roboczogodzin, więc nie jestem w stanie podać konkretnego przebiegu, ale do powtórkowych testów wybieram sprzęt, którym pracowałem regularnie i intensywnie.
Dotychczas w ramach cyklu ukazały się: Stołowa pilarka tarczowa Metabo TS 216