DED7055 – akumulatorowy taker 2w1

Gdyby ludzie otrzymywali nagrody Nobla za ułatwianie innym życia, moja nominacja powędrowałaby do wynalazcy elektrycznego zszywacza.

Walka na ułatwienia

Pomimo, że gwoździe i drewniane kliny w wielu wypadkach zostały wyparte przez połączenia skręcane i kleje, to w dalszym ciągu są obszary, w których są chętnie stosowane. Jednym z tych obszarów jest ciesielstwo – trudno o szybszy i bardziej ekonomiczny sposób montażu, niż gwoździe. Ktoś kiedyś wpadł na pomysł (stawiam, że był to brat bliźniak wynalazcy wkręta – rodzeństwo zawsze ze sobą konkuruje), aby proces wbijania stalowych łączników nieco ułatwić i siłę mięśni zastąpił sprężonym gazem. Wynalazek zrewolucjonizował branżę budowlaną – dał nowe możliwości, a wykonawcom pomógł szybciej wykonywać pracę.

DED7055

Gdzie przyda się elektryczny taker?

Specjalistyczne gwoździarki w dalszym ciągu można spotkać w skrzyniach narzędziowych dekarzy. Ich młodszym rodzeństwem są małe, kompaktowe zszywacze lub narzędzia łączące funkcję sztyfciarki i zszywacza. Wprawdzie trudno za ich pomocą zbudować dom, ale to doskonali kompani do pomniejszych prac konstrukcyjnych i tapicerskich. Oprócz wersji zasilanych sprężonym powietrzem (z kompresora, albo naboju), są także zszywacze zasilane z gniazdka i akumulatorowe. Najwyraźniej jednak to te pierwsze zrobiły złą prasę swojemu akumulatorowemu rodzeństwu, bo często można spotkać się z opinią, że elektryczne zszywacze na 230V nie nadają się do zbyt wielu zastosowań.

Skąd bierze się moc zszywacza?

Przyznam szczerze, że z podobnymi obawami zabrałem się za testy zszywacza Dedry 2w1, czyli DED7055. Szczęście w nieszczęściu, że na początku testów przydarzył mi się mały wypadek – jak już usunąłem jego skutki, mogłem zabrać się za zabawę. Ale po kolei…
Używałem kiedyś niedrogich takerów na 230V – do drobnych prac były całkiem ok, ale przy grubszych materiałach dostawały zadyszki. Rozwiązaniem zagadki tej słabej kondycji nadeszła wówczas, gdy rozkręciłem jeden z nich i poznałem zasadę jego działania. Okazało się, że bijak, który odpowiada za wbijanie łącznika porusza elektromagnes. O ile jeszcze stosunkowo niewielka cewka radziła sobie z krótkimi sztyftami, o tyle wbicie większego gwoździa graniczyło z cudem.

Broń, która strzela nie nabita, czyli BHP, głupcze!

Na czym polegał mój „wypadek” z DED7055? Otóż postanowiłem przysłużyć się ludzkości (a przynajmniej tej części, która czyta mojego bloga) i zabrałem się za nagrywanie krótkiego filmiku, w którym zamierzałem pokazać zasadę działania DED7055 ze zdjętą obudową. W tym miejscu warto zrobić pauzę i wspomnieć o bardzo istotnej rzeczy – BHP. Każdy z nas robi czasami mniej lub bardziej głupie rzeczy – oczywiście zawsze w imię jakiejś wyższej potrzeby. W moim przypadku to była właśnie próba „odpalenia” zszywacza pozbawionego połowy obudowy. Pamiętajcie, że każda ingerencja we wnętrze narzędzia powinna odbywać się przy zachowaniu szczególnych zasad bezpieczeństwa. Jeśli otwieramy jakiekolwiek urządzenie elektryczne – ZAWSZE odłączamy kabel sieciowy. Jeśli chcemy otworzyć narzędzie pneumatyczne – odpinamy wąż. W przypadku narzędzi zasilanych akumulatorem – odpinamy baterię. Każdy zszywacz, także DED7055 ma przynajmniej jedno zabezpieczenie w stopce. Wiem, że człowiek ma czasami ochotę sprawdzić jak taki sprzęt działa, że w żadnym, powtarzam: W ŻADNYM wypadku nie naciskamy palcem nakładki przy bijaku, żeby zwolnić zabezpieczenie. Taker ma zadziałać dopiero, gdy dociśniemy go do materiału. Piercing galwanizowanym gwoździem jest ani przyjemny, ani bezpieczny. Nie uprawiamy także sportów ekstremalnych polegających na mierzeniu w kogokolwiek nabitym narzędziem – chwila nieuwagi może skończyć się bardzo poważnymi konsekwencjami.

DED7055

Zszywacz na akumulator, czyli… światełko w tunelu

Wróćmy jednak do moich testów. Rozkręciłem więc obudowę i nacisnąłem spust. I o ile opowieści uczestników wypadków mówią o tunelach i światełkach, to w momencie, gdy silnik wraz z przekładnią wyskoczył z obudowy i obsypał mnie deszczem zębatek z przekładni planetarnych, ja zastanawiałem się na dwoma rzeczami: jak przeprowadzę test takera w częściach i ile będzie mnie ten test kosztował – bo popsutego takera bym przecież nie zwrócił… BHP, głupcze…

DED7055

Jak zostałem konstruktorem zszywacza

W ten oto sposób poznałem w szczegółach zasadę działania tego konkretnego zszywacza i jednocześnie przekonałem się na własnej skórze, że ci, co narzekają na niedrogie narzędzia (że są plastikowe, etc.) nie zawsze mają rację. Jak działa zszywacz DED7055? Zszywki, bądź sztyfty załadowane do magazynka są dociskane do slotu. Po wciśnięciu spustu uruchamiany jest silnik, który poprzez zespół przekładni porusza duży i ciężki mimośród. Ten z kolei uderza w bijak, który odpowiada za umieszczenie łącznika w materiale. W odróżnieniu od mocy cewki elektromagnetycznej, w tym rozwiązaniu możemy mówić o znacznie większej sile, którą generuje ciężar naciskającego na bijak mimośrodu w połączeniu z wysokim momentem obrotowym generowanym przez potrójną przekładnię planetarną. Siłę „dobijania” można w pewnym zakresie regulować: służy do tego sprężyna z pokrętłem na górze. Im bardziej skręcamy pokrętło i tym samym ściskamy sprężynę, zmieniamy jej skok i siłę, z jaką się rozpręża.

DED7055

Plastik is not fantastic…

Element, który podczas moich testów odłączył się od od silnika obsypując mnie gradem części, to obudowa skrywająca przekładnię planetarną. Jest potrójna, składa się z 9 satelit umieszczonych na 3 pośrednich talerzykach. Całość pracuje w stalowym pierścieniu. Wszystkie elementy (zębatki satelit, talerzyki, pierścień) są stalowe, więc nie ma mowy, żeby się wytarły, albo popękały. W tym przypadku ciężar narzędzia wynika z zastosowanych materiałów, a nie sztucznego dociążenia. Da się zrobić solidne i niedrogie narzędzie? Da!

DED7055

Jak w praktyce spisuje się DED7055?

Po godzinnych zajęciach z anatomii zszywacza (a rokowania były kiepskie: przez niemal 45 minut zastanawiałem się po co ktoś włożył do przekładni 3 zapasowe zębatki, a po kolejnych 15 znalazłem jeszcze jeden talerzyk pośredni, który okazał się pasujący do tych trzech zagubionych zębatek) przystąpiłem do testów. Użyłem zarówno zszywek jak i sztyftów, każdy z łączników w maksymalnym rozmiarze, żeby nie dawać świeżo wskrzeszonemu narzędziu taryfy ulgowej. Mocowałem łączniki w różnych gatunkach drewna – w olsze, sapele i jesionie, a także w sklejce. Na koniec – dla pewności, przybiłem jeszcze do sosnowego krawędziaka pasek HDFki. Każdy z testów wypadł bardzo dobrze – na kilkadziesiąt sztyftów przytrafiły się dosłownie dwa przypadki, gdzie łącznik nie został wbity w całości. Zarówno w przypadku sztyftów jak i zszywek, łączniki zagłębiały się w materiał w całości. Przy pracy z zszywkami bijak pozostawiał niewielki ślad na materiale, ale to cecha każdego narzędzia, które pracuje zarówno z wąskimi, jak i szerokimi elementami – po prostu bijak musi być na tyle szeroki, aby wbić zarówno sztyft, jak i zszywkę.

Dla kogo jest DED7055?

Zastanawialiście się nad zakupem podobnego narzędzia? Mam dla Was same dobre wiadomości. Ten zszywacz bardzo dobrze sprawdzi się w pracach konstrukcyjnych (łączenie elementów korpusów, boksów szuflad przed klejeniem), a także przy budowie elementów architektury ogrodowej oraz jako pomoc przy składaniu mebli (zszywkami można mocować, np. plecy). Zasila go 18-to voltowy akumulator litowo-jonowy, w tym systemie występujący w dwóch pojemnościach (2,0Ah i 4,0Ah). O dostęp do łączników nie musicie się martwić – do DED7055 pasują ogólnodostępne zszywki 90-ki, GA18 i sztyfty o grubości 1,2mm. Cena – samo narzędzie kupicie za około 300 złotych.