Narzędzia akumulatorowe vs narzędzia sieciowe

Każde pokolenie na coś czekało bądź czeka. Moi rodzice na kolorowe telewizory i na to, żeby paszport można było trzymać w domu. Moje – na to, żeby gra z kasety wgrała się bez erroru i żeby nie trzeba było regulować głowicy w magnetofonie Commodore.

Wymagający jak… majsterkowicz.

A majsterkowicze? Oni mieli mniejsze wymagania – najpierw czekali na jakiekolwiek narzędzia. Potem na te zachodnie. Teraz chcą, żeby były trwałe i łatwe w użyciu. Więc producenci co jakiś czas serwują nam nowości i ulepszenia – dawno temu wymyślili, że narzędzia może zasilać bateria. Wydajność tych narzędzi była jednak ściśle uzależniona od dostępnej technologii, podobnie zresztą jak cena – nie istniały niedrogie i ogólnodostępne narzędzia akumulatorowe, a ich asortyment nie był zbyt bogaty. I nie chodziło tylko o to, że ktoś nie wymyślił młotka udarowego na akumulator. Dostępna wówczas technologia nie pozwalała na to, żeby masowo produkować wydajne narzędzia akumulatorowe  w akceptowalnej cenie.

akumulatorowe

Nikiel, kadm, czyli kto kradnie energię?

Przez bardzo długi czas na rynku elektronarzędzi akumulatorowych królowała technologia Niklowo-Wodorkowa (Ni-Mh) i Nikolowo-Kadmowa (Ni-Cd). Dzisiaj jest to już w zasadzie historia, ale warto o niej wspomnieć – zarówno akumulatory Ni-Cd jak i Ni-Mh miały szereg wad, z których najpoważniejszą był tzw. efekt pamięci, odkryty… w kosmosie. Statek kosmiczny podczas przebywania w cieniu czerpał energię z akumulatorów. Gdy ponownie je ładowano, okazywało się, że mają znacznie mniej energii, niż powinny. Po wielu próbach przeprowadzonych na Ziemi, NASA odkryła zależność pomiędzy poziomem rozładowania, wielkością kryształów elektrod i ich aktywnością. Dla nas ważne jest jednak także to, że technologie Ni-Cd i Ni-Mh nie pozwalały na osiągnięcie odpowiednio dużej gęstości energii, czyli mówiąc prościej: żeby akumulator miał dużą pojemność, musiał być bardzo ciężki. A to wykluczało jego zastosowanie w narzędziach przenośnych.

akumulatorowe

Płyty cd, mp3 i technologia Li-Ion

Tak samo jak technologia nagrywania i kompresji dźwięku dokonała rewolucji w kulturze, tak samo technologia litowo-jonowa namieszała w branży narzędziowej. Nadszedł bowiem taki moment, że akumulatory do elektronarzędzi stały się kompaktowe, stosunkowo niedrogie i trwałe, a co za tym idzie, energia, którą potrafiły gromadzić zaczęła pozwalać na coś więcej, niż przykręcanie płyt kartonowo-gipsowych. Użytkownicy elektronarzędzi (ci profesjonalni w szczególności, a domowi majsterkowicze niejako przy okazji) odetchnęli z ulgą. Bo nagle okazało się, że prace dekarskie mogą być mniej męczące i bezpieczniejsze – bo po dachu nie plączą się kable i przedłużacze. Żeby zbudować altanę na działce nie trzeba prądu, a jedynie naładowane, pojemne akumulatory. A żeby pomajsterkować w piwnicy, nie trzeba ciągnąć przedłużacza przez trzy piętra, albo podłączać się złodziejką do lampy (modląc się w duchu żeby nie wywaliło korków, bo klucz do rozdzielni ma tylko dozorca).

akumulatorowe

Kabel, czy akumulator?

Współczesny majsterkowicz ma dzisiaj w zasadzie jeden dylemat: kupić coś z wtyczką, czy baterią? Niektóre opinie krążące w sieci są dla technologii akumulatorowej krzywdzące – mówią np. o tym, że akku „się nie opłaca”, jeśli narzędzie jest do odświętnego użycia. Ale to argument tak absurdalny, jak przekonanie ojca, że skoro jego dziecko będzie używało zabawki raz w tygodniu, to zamiast sterowanej radiem, powinien wybrać taką z pilotem na kablu. Nonsens. Akumulator ma sens prawie zawsze – warunek jest jeden: raz na jakiś czas trzeba mieć dostęp do zasilania sieciowego, aby go naładować. Ale przecież bez tego wiertarka na kablu też nie zadziała.

akumulatorowe

Ponadto narzędzia akumulatorowe dorównują wydajnością sieciowym – oczywiście do czasu, gdy a akumulatorze jest energia. Ładowarki i elektronika w bateriach pozwalają optymalizować proces ładowania i żeby pusta bateria nabrała życia potrzeba kilkudziesięciu minut – nie zaś jak kiedyś kilkunastu godzin. No i najważniejsze – producenci podchodzą do tematu kompleksowo i oferują cały wachlarz elektronarzędzi zasilanych takim samym typem akumulatora. I to jest właśnie prawdziwa rewolucja.

Ten tekst rozpoczyna drugą edycję Akademii Pana Fleksa, czyli cyklu, w którym razem z Partnerem, marką Dedra, uczymy podstaw majsterkowania i opowiadamy o narzędziach. Ta edycja niemal w całości będzie „bezprzewodowa” – poprzednio pokazywaliśmy jak wykonać proste projekty przy niewielkim zestawie typowych narzędzi i ogólnodostępnych materiałów. Teraz zrobimy to samo, ale bez kabli. Zapraszam!